wtorek, 20 lipca 2010



Barowe przygody...Ilu z Was jakaś się przytrafiła ?Mowa o takich tańszych barach z jedzeniem, bo w nich można przeżyć najwięcej śmiesznych sytuacji;)
Znajdowałam się niedawno w obcej mi okolicy, pojechałam tam w celu odwiedzenia znajomej. Mam taki dziwny organizm, że w domu głodna nie jestem, a jak już wsiądę do autobusu, kiszki marsza grać zaczynają. Dziwne zjawisko, wytłumaczyć go nie jestem w stanie. Ale do rzeczy. Z tego całego głodu, jadąc na miejsce, kiedy zobaczyłam budkę z jedzeniem zmysły mi się wyostrzyły i wysiadłam, aby jak najszybciej zaspokoić głód. Bar był jakiś chińsko-wietnamski, niczym się w sumie nie różnił od tych, które widziałam i odwiedzałam wcześniej. Z uśmiechem na gębie weszłam i zobaczyłam dwóch panów, jeden był polakiem a drugi ciężko-określić-jakiej- narodowości;). W każdym razie spojrzałam na menu i zobaczyłam , że widnieje na nim moja ulubiona potrawa – kurczak w 5 smakach. Ucieszona zamówiłam danie na wynos. Nie czekałam długo , a kiedy dostałam kurczaczka wyszłam na umówione spotkanie. Usiadłyśmy sobie ze znajomą na ławce , a ja otworzyłam pudełko. Co w nim znalazłam? Oczywiście zamówione danie, ale oprócz tego karteczkę, co mnie niezmiernie zdziwiło. Rozwinęłam ją, a tam widniał numer telefonu i napis „mam nadzieję, że odwiedzisz nas jeszcze, a jeśli nie, to podaję Ci numer telefonu, bo miałaś w oku to coś”. Parsknęłam śmiechem, ale zrobiło mi się miło...Rzadko bywam w tamtych okolicach, ale tak się zastanawiam, czy autor tego liściku czeka, czy wsadza te karteczki każdej kobiecie do pudełka z nadzieją, że któraś zadzwoni...;))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz