czwartek, 15 lipca 2010

Klubokawiarnia

W czwartki na tapecie jedyna w swoim rodzaju Warszawska scena klubowa...Klubokawiarnia, która znajduje się obok Ministerstwa Finansów. Zdecydowanie najfajniejsze miejsce do potańczenia w stolicy. Klub nie jest za duży, są w nim dwie sale, jedna mniejsza i druga większa. Wystrój PRL-owski – dużo czerwieni, interesujących obrazków i tablic z napisami w stylu „ UŻYWAĆ RĘKAWICZEK OCHRONNYCH”. Imprezy są przednie, a najfajniejsze jest to , że można tu spotkać dużo interesujących ludzi, w tym z show-biznesu. Fakt faktem, zazwyczaj przychodzą tutaj na drinka i żeby się delikatnie pobujać na podeście, obserwując resztę bawiących się. Widziałam kiedyś śmieszną sytuację. Stoję sobie przy barze , czekam na drinka i widzę pewnego słynnego z polskich komedii aktora. Scena a'la „Chłopaki nie płaczą i „Poranek Kojota” w miksie alkoholowym. Facet ledwo stoi na nogach i zaczepia jakąś dziewczynę, na moje oko 21-letnią. Dziewczę było lekko w szoku, jednak ze słodkim uśmiechem pyta (a raczej krzyczy) - „to ty”?! Stałam obok, więc słyszałam większość rozmowy. Nasz aktorek odpowiedział, że zależy o jakiego „ty” jej chodzi, bo jeśli o tego z filmów, to potwierdza, że to on. Postawił jej piwo(!), trochę się pokołysali w rytm muzyki, gość poszedł do toalety i… zniknął. Amba fatima wręcz! Koleżance zrobiło się chyba przykro, bo trochę poczekała i się zmyła z klubu. Co się z panem stało – wielka niewiadoma...Może zrobiło mu się niedobrze i przysnął w łazience, a może po cichu wyszedł z klubu...
Cokolwiek się stało, zwracam się z uprzejmą prośbą do panów-aktorów, warszawiaków i nie-warszawiaków i innych postępujących w ten sposób mężczyzn, oszczędźcie biedne dziewczęta! One są gotowe oddać wszystko, byleby tylko z Wami porozmawiać, a Wy tu zabawy w znikanie... ! ;)
Napisałam też recenzję o klubokawiarni na doodzie! Całkiem fajna strona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz